About the firm

„Patrimonium” Law Firm is fluent in many fields of law and provides comprehensive legal aid to individuals, companies, and non-profit institutions. We are involved also in training activities, conducting training courses and conferences, both open and internal, primarily in the field of civil law (incl. protection of personal rights), copyright law, competition law or debt recovery.

READ MORE
Specialization

We offer professional solutions of issues in intellectual property law, competition law, companies law, and commercial law in general. Our lawyers appear on a regular basis before courts (regional, district and appellate ones), Supreme Administrative Court, and the Supreme Court.

SPECIALIZATION
News and publications
26 maja 2020
Webinar w ramach Wirtualnych Targów Książki, 22-05-2020 r.

Umowy prawa autorskiego w obrocie zagranicznym – wybrane zagadnienia

Zapraszamy do obejrzenia webinaru prowadzonego przez adw./ r. pr. Joannę Hetman-Krajewską na temat obrotu prawami autorskimi z podmiotami zagranicznymi:

https://www.youtube.com/watch?v=Dvo7HOU2i6Y&t
20 maja 2020
Webinar - "Umowy prawa autorskiego w obrocie zagranicznym – wybrane zagadnienia"

Biblioteka Analiz oraz Kancelaria Prawnicza PATRIMONIUM

zapraszają na webinar w ramach Wirtualnych Targów Książki

Umowy prawa autorskiego w obrocie zagranicznym – wybrane zagadnienia

22 maja 2020 r., godz. 13.30-14.30

Link do konferencji: https://www.facebook.com/BookTarg

Konferencję poprowadzi:

adw./ r. pr.Joanna Hetman-Krajewska (Kancelaria Prawnicza PATRIMONIUM)

Celem szkolenia jest przekazanie wybranych zagadnień dotyczących obrotu prawami autorskimi z podmiotami zagranicznymi – wydawcami, agentami literackimi, autorami, producentami etc.Uzyskana wiedza uwrażliwi słuchaczy na najczęstsze błędy popełniane przy zawieraniu umów prawa autorskiego w obrocie zagranicznym. Celemwebinaru jest wskazanie jak chronić interesy polskiego wydawcy, nie godząc jednocześnie w interesy drugiej strony umowy.

Udział w konferencji jest bezpłatny.

Rejestracji na wydarzenie można dokonać na stronie: https://www.booktarg.pl/harmonogram-konferencja/

7 maja 2020
Zmiany związane z Covid - 19

Tych, którzy nie mogli uczestniczyć w wywiadzie z r. pr. Szymonem Ziębą na temat zmian prawnych wprowadzonych w związku z sytuacją epidemiologiczną w kraju, albo chcą ponownie go obejrzeć, zapraszamy na stronę: https://www.facebook.com/magazyndobrerady/videos/330555564588987/

29 kwietnia 2020
Wywiad - Zmiany związane z Covid - 19

Już dziś o godz. 18 zapraszamy Państwa na live prowadzony przez portal Dobre Rady, podczas którego r. pr.Szymon Zięba odpowie na nurtujące Państwa pytania związane ze zmianami prawnymi wprowadzonymi w związku z sytuacją epidemiologiczną w kraju.

Live dostępny będzie pod adresem: https://www.facebook.com/magazyndobrerady/?tn=kF&tn-str=kF

Serdecznie zapraszamy !

15 kwietnia 2020
Webinar - ,,Możliwość rezygnacji z umowy w czasie epidemii koronawirusa"

"Czy mogę zrezygnować z umowy z powodu epidemii koronawirusa?" - Na to pytanie odpowiedział r.pr Szymon Zięba w webinarze, z którym mogą Państwo zapoznać się pod adresem: https://www.youtube.com/channel/UC1J7DNzFxxip9bUVtLAxOLw

8 kwietnia 2020
Webinar - „Prawo autorskie dla copywriterów”

Zapraszamy do zapoznania się z przeprowadzonym przez r.pr. Joannę Hetman-Krajewską webinarem z zakresu prawa autorskiego – „Prawo autorskie dla copywriterów”

W poszczególnych częściach poruszane są kwestie:

  • Jakie prawa ma copywriter do tekstów napisanych na zlecenie klienta?
  • Czy zawsze copywriter powinien przenosić prawa autorskie?
  • Jakiego rodzaju umowę powinien podpisywać ze swoimi klientami copywriter?
  • Licencja, czy przeniesienie autorskich praw majątkowych?
  • W jaki sposób najlepiej przekazać prawa autorskie?

Mogą go Państwo znaleźć pod adresem:

link: https://www.youtube.com/channel/UC1J7DNzFxxip9bUVtLAxOLw

       

7 kwietnia 2020
Kontakty rodzica z dzieckiem w czasie zarazy. Realizować czy ograniczać?

Obecny dziwny czas rodzi problemy niemal we wszystkich dziedzinach życia. Nie omija relacji rodzinnych lub „byłorodzinnych” –szczególnie wyraziście daje o sobie znać w układach rodzice-byli małżonkowie bądź byli partnerzy a ich wspólne dzieci.

Scenariusz jest standardowo taki: dziecko mieszka z mamą, a z tatą ma tzw. kontakty, czyli spędza z nim czas w sposób określony albo w orzeczeniu sądu albo w porozumieniu między rodzicami. I jak to w życiu: bywa, że realizacja kontaktów jest – delikatnie mówiąc – mocno utrudniona. Czasami kobieta „oporuje”, rozgrywając swoje animozje z byłym poprzez dzieci, bywa też, że ma realne zastrzeżenia co do sposobu utrzymywania przez ojca kontaktów z dzieciakami (np. ojciec popija podczas spotkań z potomstwem albo podrzuca dzieci do swojej matki, a sam, się nimi nie interesuje). Czasami problem tkwi po stronie mężczyzny – albo ojciec jest bierny, wręcz wycofuje się z relacji z potomstwem, w innych przypadkachbywa nadaktywny, wręcz agresywny, napastliwy.

Prawda o jakości współpracy rodzicielskiej przy kontaktach z dziećmi wychodzi na jaw właśnie teraz – rodzi się pytanie jak ze słynnego dramatu Williama Sz.: po stronie matek – „dawać na kontakty czy nie dawać?”, zaś po stronie ojców – „brać dziecko na kontakt czy nie brać?”.

W piątek 3 kwietnia 2020 r. na stronach Ministerstwa Sprawiedliwości pojawił się następujący komunikat:

Realizacja sądowych postanowień o kontaktach z dziećmi

Ministerstwo Sprawiedliwości informuje, że w mocy pozostają wszystkie postanowienia wydane przez sądy w sprawie kontaktów z dziećmi przez rodziców, którzy żyją oddzielnie.

W związku z pojawiającymi się pytaniami i wątpliwościami co do realizacji w okresie pandemii COVID-19 osobistych kontaktów z małoletnimi dziećmi przez rodziców żyjących w rozłączeniu, Ministerstwo Sprawiedliwości podkreśla, że obowiązują wszystkie postanowienia sądów w tym zakresie. W mocy pozostają zarówno postanowienia prawomocne, jak i nieprawomocne, lecz natychmiast wykonalne, wydane w trybie zabezpieczenia.

Brak realizacji tych postanowień może prowadzić do wszczęcia odpowiedniego postępowania, a następnie nakazania zapłaty określonej sumy pieniężnej na podstawie przepisów art. 59815 , art.59816iart. 59822  Kodeksu postępowania cywilnego.Odmowa wykonania orzeczenia sądu może wynikać jedynie z zakazów, wynikających z zastosowanej kwarantanny.

Stanowisko Ministerstwa Sprawiedliwości – siłą rzeczy – nadmiernie generalizuje problem i niebezpiecznie go upraszcza. To prawda, że wszelkie orzeczenia sądu podlegające wykonaniu (wyroki, postanowienia zabezpieczające, postanowienia kończące postępowanie w sprawie) nadal pozostają w obrocie prawnym, a stan zagrożenia epidemicznego nie ma na nie wpływu: nie powoduje ich „zawieszenia”, nie „unieważnia”, nie modyfikuje w żaden sposób.

Niemniej trzeba pamiętać o podstawowej zasadzie prawa rodzinnego – zasadzie dobra dziecka. Jest to wartość nadrzędna, którą makierować się zarówno sąd rodzinny przy orzekaniu, jak i rodzic przy podejmowaniu różnorakich decyzji dotyczących potomstwa. Elementarną emanacją tej zasady jest dbałość o bezpieczeństwo fizyczne dziecka: jego życie i zdrowie. Jeśli zatem matka, opierając się na graniczącym z pewnością przekonaniu, stwierdzi, że w związku ze stanem zagrożenia epidemicznego realizacja kontaktów ojca z dzieckiem zagraża bezpieczeństwu dziecka w jego podstawowych postaciach (życie i zdrowie), ma prawo zdecydować o czasowym zawieszeniu spotkań. Kiedy taka decyzja będzie posadowiona na usprawiedliwionych podstawach? Wówczas gdy tata dziecka jest narażony na zarażenie z uwagi na swój tryb życia, np. rodzaj wykonywanej pracy (np. jest lekarzem, listonoszem, czy pracuje w sklepie spożywczym), czy realizowanie innej aktywności (np. jako wolontariusz zajmuje się starszymi osobami bądź z innych przyczyn ma stały kontakt z wieloma osobami).

Dla przypomnienia: przymusowa realizacja kontaktów z dzieckiem od kilku lat odbywa się nie poprzez wyrywanie dzieckasiłą z jego stałego otoczenia, ale poprzez finansowe dopingowanie rodzica pierwszoplanowego (tego, z którym dziecko mieszka na stałe) do realizacji kontaktów wynikających z orzeczenia sądu, ugody sądowej bądź zatwierdzonej przez sąd ugody mediacyjnej. Wymaga to złożenia wniosku do sądu, przeprowadzenia rozprawy, wysłuchania stron. Patrząc realistycznie, może się to zrealizować latem, może jesienią 2020 r. I to jest druga strona medalu – tam, gdzie kobieta bez uzasadnienia ogranicza bądź uniemożliwia ojcu kontakty, powołując się na epidemię, jest praktycznie bezkarna, a ojciec bezsilny.Wzywanie policji na kontakt to tylko wywieranie presji psychicznej oraz zbieranie „punktów” do wykorzystania w przyszłości w postępowaniu przed sądem. Nie jest jednak realną, bieżącą pomocą.

I na koniec ostatnia kwestia: czy kiedy już świat wróci do normalności, sąd będzie miał podstawy, by wobec matki, która ograniczyła bądź w ogóle wyłączyła możliwość kontaktów ojca z dzieckiem w okresie zagrożenia epidemicznego, wyciągać wynikające z prawa rodzinnego konsekwencje? Np. poprzez zagrożenie zasądzeniem określonej sumy pieniężnej za brak realizacji kontaktów bądź – dalej idące – jak ograniczenie władzy rodzicielskiej, np. poprzez nadzór kuratora? Odpowiem jak mitologiczna wyrocznia pytyjska – i tak i nie. To zależy od tego, na ile realne, zdroworozsądkowo uzasadnione były obawy matki, jakimi kierowała się, podejmując decyzję o braku kontaktów. Jeśli matka rzeczywiście kierowała się dobrem potomstwa, nie dopuszczając do spotkań dziecka z ojcem-lekarzem szpitalnym czy pracownikiem sieci sklepów o wdzięcznej nazwie kropkowanego owada, nie wyobrażam sobie, by sąd dolewał jeszcze oliwy do ognia i „karał” ją za rodzicielską troskliwość. Wystarczająco dużo innych spraw będzie do „pozamiatania” przez sądy rodzinne po tym, jak świat wskoczy z powrotem na zwykłe tory.

Joanna Hetman-Krajewska

Adwokat, radca prawny

Kancelaria Prawnicza PATRIMONIUM

www.patrimonium.com.pl

27 marca 2020
Covid-19 a przepisy. Czy za nieprzestrzeganie ograniczeń grozi nam kara w wysokości 30 tyś. zł?

Nowe przepisy dotyczące nas wszystkichweszły w życie w tym tygodniu na mocy rozporządzenia ministra zdrowia Łukasza Szumowskiego. Wprowadzono restrykcyjne zasady poruszania się w miejscach publicznych, czyli zakaz przemieszczania się z kilkoma wyjątkami. Np. dozwolone jest przemieszczanie się do i z pracy czy też w celu zaspokajania niezbędnych potrzeb związanych z bieżącymi sprawami życia codziennego. Poza tym zgodnie z nowymi przepisami pieszo mogą jednocześnie poruszać się dwie osoby w odległości nie mniejszej niż 1,5 m od siebie. Ograniczenia obejmują też przemieszczanie się środkami komunikacji, zakaz zgromadzeń czy też ograniczenie liczby osób uczestniczących w kultach religijnych.

Wydawanie takich rozporządzeń umożliwia ministrowi zdrowia ustawa z dnia 5 grudnia 2008 r. o zapobieganiu oraz zwalczaniu zakażeń i chorób zakaźnych u ludzi.

Na konferencji dotyczącej nowego rozporządzenia dowiedzieliśmy się, że za naruszenie powyższych zasad będzie groziła kara 30 tys. zł. Czy tak jest w rzeczywistości? Otóż – w mojej opinii –nie do końca. Brakuje bowiem przepisu, na podstawie którego moglibyśmy być w ten sposób karanizgodnie z prawem .

Wspomniana wcześniej ustawa o zapobieganiu oraz zwalczaniu zakażeń i chorób zakaźnych, owszem, zawieraprzepisy karne,ale dotyczące innych kwestii. Nie ma tam wprost zawartych kar za łamanie rozporządzeń, które są wydane na jej podstawie. Również najnowsze rozporządzenie, a także specustawa dotycząca zwalczania COVID-19, uchwalona wcześniej przez Sejm, takich kar nie wprowadziła.

Czy w takim razie – pomijając aspekty czysto ludzkie – łamiąc obowiązujące zasady możemy być bezkarni? Otóż nie. Zarówno w kodeksie karnym, jak i w kodeksie wykroczeń są przepisy, na podstawie których możemy zostać ukarani.

W  ostatnich dniach wdrożono ścisły nadzór nad osobami objętymi kwarantanną domową. Policjanci przynajmniej raz na dobę sprawdzają, czy osoby te znajdują się w miejscu kwarantanny oraz czy nie potrzebują pomocy. Zebrane informacje są przekazywane do służb sanitarnych i wojewodów. Na tej podstawie wiemy, że  zdarzają się  przypadki, że ludzie opuszczają miejsce kwarantanny, narażając przy tym zdrowie i życie wielu osób.

Kwarantannę nakłada państwowy, powiatowy lub graniczny inspektor jako decyzję administracyjną. Nakłada się ją na 14 dni od dnia styczności z osobami zakażonymi lub podejrzanymi o zakażenie.

Zgodnie z zapowiedziami, wobec osób, które nie stosują się do postanowień decyzji o kwarantannie, zostaną wyciągnięte surowe konsekwencje.Z czym należy się liczyć w takiej sytuacji?

/ramka/

Art.116 Kodeksu wykroczeń

Art. 116. § 1. Kto, wiedząc o tym, że:

1) jest chory na gruźlicę, chorobę weneryczną lub inną chorobę zakaźną albo podejrzany o tę chorobę,

2) styka się z chorym na chorobę określoną w punkcie 1 lub z podejrzanym o to, że jest chory na gruźlicę lub inną chorobę zakaźną,

3) jest nosicielem zarazków choroby określonej w punkcie 1 lub podejrzanym o nosicielstwo, nie przestrzega nakazów lub zakazów zawartych w przepisach o zapobieganiu tym chorobom lub o ich zwalczaniu albo nie przestrzega wskazań lub zarządzeń leczniczych wydanych na podstawie tych przepisów przez organy służby zdrowia, podlega karze grzywny albo karze nagany.

§ 2. Tej samej karze podlega, kto, sprawując pieczę nad osobą małoletnią lub bezradną, nie dopełnia obowiązku spowodowania, aby osoba ta zastosowała się do określonych w § 1 nakazów, zakazów, wskazań lub zarządzeń leczniczych.

Funkcjonariusze mogą  prowadzić czynności wyjaśniające w związku z wykroczeniem z art. 116 kodeksu wykroczeń.Przepis ten przewidujeza to wykroczenie karę grzywny albo nagany.Trzeba jednak wziąć pod uwagę, że art. 116 k.w. dotyczy tylko osób, które „wiedzą, że są chore” albo„wiedzą, że stykają się z chorym na chorobę”.

W naszych warunkach dotyczy to zatem osób, które poddały się testom na obecność COVID-19 albo miały kontakt z takimi osobami.Jeżeli nic takiego nie miało miejsca, to – poza osobami objętymi kwarantanną –nie możemy być karani na podstawie tego przepisu.

A co jeżeli z miejsca kwarantanny oddali się osoba, u której potwierdzono zarażenie? Wydaje się, iż taka osoba będzie odpowiadać na mocy z art. 161 kodeksu karnego,zgodnie z którymkto, wiedząc, że jest dotknięty chorobą weneryczną lub zakaźną, ciężką chorobą nieuleczalną lub realnie zagrażającą życiu, naraża bezpośrednio inną osobę na zarażenie taką chorobą,podlega grzywnie, karze ograniczenia wolności albo pozbawienia wolności do roku”.

Natomiast  właściciele firm i lokali usługowych, gastronomicznych i handlowych, którzy nie stosują się do ograniczeń nałożonych na nich Rozporządzeniem Ministra Zdrowia w sprawie ogłoszenia w RP stanu zagrożenia epidemicznego, mogą ponieść odpowiedzialność z art. 165 k.k.lub – zgodnie z informacjami od policji –art. 54 k.w. Zgodnie z art. 165 k.k.za przestępstwo grozi kara od 6 m-cy do  8 lat pozbawienia wolności, z kolei art. 54 k.w. mówi o tym, że„kto wykracza przeciwko wydanym z upoważnienia ustawy przepisom porządkowym o zachowaniu się w miejscach publicznych,podlega karze grzywny do 500 złotych albo karze nagany.”

Tutaj też mamy pewien haczyk. Przepisy karne powinny być stosowane ściśle.  Art. 54 k.w. mówi o zachowaniu się w miejscach publicznych, więc na jego podstawie nie możemy być karani za zachowanie w miejscach niepublicznych, jakimi niewątpliwie są nasze domy, albo w drodze do miejsc publicznych. Zgodnie z przepisem my w tym miejscu publicznym musimy już być. Wydaje się, że dyskusyjne mogłoby być też ukaranie w tym trybie również kogoś, kto otwiera swój sklep wbrew zakazowi.Natomiast odpowiedzialności z przepisu 165 k.k, można spodziewać się tylko w szczególnie rażących przypadkach, ponieważ przepis ten jasno mówi o stosowaniu go w przypadku  naruszenia  bezpieczeństwo zdrowotnego wielu osób.

Policja jest też zobowiązana do egzekwowania wprowadzonych przepisów zaostrzających zasady przemieszczania się. W praktyce możemy być kontrolowani i policja będzie miała na celu ustalenie czy określone przepisy nie zostały naruszone. Nie ma przepisu mówiącego o tym, że policja może od nas żądać zaświadczenia od pracodawcy, gdy jesteśmy w drodze do czy z pracy, jak to się obecnie zdarza co u gorliwszych funkcjonariuszy. Gdy policjant podczas kontroli poweźmie uzasadnione podejrzenie naruszenia obowiązujących przepisów(np. zakazu zgromadzeń powyżej  2 osób),może zostać do sąduskierowany wniosek o ukaraniez zagrożeniem karągrzywny.

Kodeks wykroczeń reguluje dolną i górną granicę grzywny, która może zostać orzeczona za popełnione niezgodnie z prawem czyny. Górna granica w obowiązującym obecnie stanie prawnym wynosi 5000 zł. Podwyższyć ją może jedynie ustawa szczególna. Jest to wyrażone wprost w kodeksie, więc tym bardziej nie może tego zrobić rozporządzenie. Na dzień dzisiejszy nie istnieją przepisy, które podwyższałyby grzywnę z 5 tys. do 30 tys., w związku z czym największą karą grzywny,jakamożenam grozić jest kara w wysokości 5 tys. zł.Rozporządzenie, które wprowadza ograniczenia, nie przewidziało właściwych kar za ich nieprzestrzeganie.

Abstrahując od kwestii grożącej nam realnie kary, w ostatnim czasie policjai lekarze wiele razy apelowali o przestrzeganie wprowadzonych ograniczeń. W obecnej sytuacji ich przestrzeganie ma duże znaczenie dla  naszego zdrowia i życia, więc#zostańwdomudla dobra nas wszystkich.

Adwokat Agnieszka Galimska-Selwesiuk

25 marca 2020
Rozwód a koronawirus. Czy przed nami fala koronawirusowych rozwodów?

Zalewa nas rzeka informacji na wiadomy temat. Większość zjawisk jest poddawana analizie typu: korzyści zdrowotne z jazdy na rowerze a koronawirus, kwitnienie jabłoni a koronawirus czy jakość lokalnych produktów mlecznych w dobie pandemii…. Skoro zatem teksty typu „cokolwiek a koronawirus” mają wzięcie, weźmy na warsztat relacje małżeńskie. A może raczej ich zanik… Dla ilu małżeństw w Polsce koronawirus okaże się zabójcą?

Sytuacja jest poważna, co tym bardziej skłania do rozładowywania powszechnego napięcia uśmiechem czy żartem. Rozwodowo-koronawirusowy żart jest taki: prawnicy będą mieli co robić, bo czeka nas fala rozwodów, a jeszcze z dzieckiem w drodze w pakiecie…. – żeby nie było za łatwo. Niech prawnik wie za co bierze pieniądze.

Na polskiej mapie rozwodowej widać sezonowość. „Mały sezon rozwodowy” mamy po Nowym Roku, kiedy to wspólny świąteczny czas pokazuje pustkę relacji, a jednym z postanowień noworocznych, opatrzonym wykrzyknikiem, staje się rozwód. „Duży sezon rozwodowy” nadchodzi po wakacjach – wspólny urlop, a może przeciwnie – kolejny oddzielnie spędzony wakacyjny czas nie pozostawiają złudzeń, że trzeba sięgnąć po skalpel.

Dzisiaj zadzwonił do mnie nowy klient. Powiedział, że do rozwodu. Od razu zastrzegł, że to nie z powodu koronawirusa, że od roku coś się chrzani w małżeństwie. Czujemy pismo nosem. Czujemy, że ten przymusowy czas w domu, na który nakłada się niepokój (zachoruję czy nie?), frustracja (zarobię cokolwiek w tym miesiącu czy nie?), może nawet abnegacja (czy warto się męczyć i przebierać z piżamy, skoro i tak siedzę w domu i czekam aż podskoczy mitemperatura?), nie będzie obojętny dla relacji małżeńskich. To już nie jest owiewany letnim wiaterkiem czas wakacji. Ani – choć pozbawiony śniegu – ale pachnący żywicą i pomarańczą z goździkami czas świąt, które wg niektórych nie umywają się do Wielkiej Nocy.

Teraz mamy czas nieco wojenny, ale nie dynamiczny D-Day, ale taki jak z „Na zachodzie bez zmian” – siedzisz w okopie, wiesz, że w każdej chwili możesz umrzeć, ale wokół panuje cisza i stagnacja, nic się nie dzieje, lepiej się nie ruszać, żeby nie zginąć. W taki czas mogą puścić nerwy. A jeszcze jak żona wkurza cię nie od dziś, albo mąż, który pracuje zdalnie z kolejnym piwkiem pod biurkiem, a wieczorem jak zwykle rzucił skarpetki obok kosza na brudy…

To właśnie teraz wychodzi prawda o naszym związku. Od podstawowych kwestii poczynając (kto wyrzuci stertę kartonów po pizzy?, kto zawiezie teściowej 10 kostek masła z Biedronki, bo akurat jest promocja, a „mama ma dziś wielką ochotę na kruche babeczki”?), poprzez opiekuńczo-techniczne (kto po raz pięćdziesiąty przeczyta Ignasiowi tę samą książeczkę o Puciu, którą każde z nas wybudzone nad ranem potrafi cytować garściami niczym „Odę do młodości” jednego z wieszczów?), po wyższe i globalne problemy (oby koronawirus omijał zawodników mojej ulubionej drużyny piłki nożnej, oby telewizja nie przestała nadawać mojego ulubionego serialu).

Seks dla rozładowania panującego powszechnie napięcia jest bardzo wskazany. A jak się z tego rozładowywania napięć pocznie nowe życie, to tym bardziej będzie trudno w stadle. Błędne koło. Jak w domu i w życiu alkoholika.

Paradoksalnie jedyne co może uratować polskie małżeństwadotkniętekoronawirusowym kryzysemto… wymiar sprawiedliwości, a konkretnie czas, jaki będzie musiał upłynąć, zanim sąd zajmie się rozwodem Kowalskich. Bo najpierw rozpozna sprawę Nowaków, która spadła z wokandy w marcu, potem Malinowskich, która spadła w kwietniu… Jak tak dalej pójdzie, ziści się mój żarcik, że czasami na termin w sądzie czeka się tyle, ile na tomografię komputerową na cito w ramach NFZ… – czyli najmarniej rok.

Jak dotąd przez kilkanaście lat w notes na kolejny rok zaopatrywałam się w październiku, bo wtedy zaczynało się wyznaczanie terminów rozpraw na okres po Nowym Roku. Sytuacja się zmieniła – już teraz należy zaopatrzyć się w notes na 2021 rok (choć takich chyba jeszcze nie wydrukowali, czyżbym odkryła niszę rynkową?) – w maju-czerwcu zacznie się wyznaczanie nowych terminów. Na ten rok ciężko się będzie „załapać”, szczególnie w nowych sprawach, czyli właśnie tych „koronawirusowych”.

Szybciej można„załatwić sprawę” u mediatora czy psychoterapeuty od par – ci przynajmniej działają, choć w „onlajnie”, a terminy są szybkie, czasami z dnia na dzień. A jak tak wszyscy małżonkowie w koronawirusowych kryzysach sięgną gremialnie po konstruktywne sposoby rozwiązywania problemów w związkach, to i sądy odetchną z ulgą, odciążone.

Czyżbym bezwiednie odkryła jak uzdrowić polskie sądownictwo? Zagrożenie epidemiczne – raz, dwa – ludzie, won do domu przyglądać się swoim związkom i je, chcąc nie chcąc, naprawiać.

Joanna Hetman-Krajewska

Adwokat, radca prawny

24 marca 2020
Działalność przedszkola w czasie epidemii. Czy w epoce koronawirusa trzeba płacić za przedszkole?

Ostatnie dni przynoszą zalew informacji na temat rozwoju epidemii koronawirusa. O ile kwestie medyczne związane z eskalowaniem tego zjawiska są na pierwszym planie, o tyle nie omijają nas również problemy ściśle praktyczne, szczególnie skutki ekonomiczne sytuacji. Rodzice dzieci przedszkolnych stają przed następującym dylematem: czy w sytuacji, gdy moje dziecko nie chodzi do przedszkola, bo jest ono zamknięte decyzją władz państwowych, mam za przedszkole płacić czy nie? To pytanie nabiera ekonomicznych rumieńców szczególnie wtedy, gdy maluch chodzi do przedszkola prywatnego – a wiadomo, że to sporo kosztuje.

Ten kij ma również drugi koniec: właściciele przedszkoli prywatnych borykają się z problemem czy zwracać zapłacone czesne za marzec 2020, czy – jeżeli sytuacja się przedłuży – pobierać opłaty w kolejnym miesiącu, a jeśli tak, to może w mniejszej wysokości.Z drugiej stronyosoba prowadząca przedszkole ma rachunki do opłacenia, pensje pracowników, czynsze, etc.Przed tego rodzaju dylematami stoją dziś m.in. właściciele przedszkoli oraz rodzice dzieci, którzy nie mogą posyłać swych pociech do tych placówek.

Te dylematy nie pojawią się wówczas, gdy tego rodzaju sytuacje przewiduje umowa.Będą to jednak sporadyczne przypadki. Większość umów funkcjonujących w obrocie nie przewiduje rozwiązań uwzględniających tego rodzaju sytuacje,nie precyzuje co mają wówczas zrobić rodzice czy właściciele placówek. Z jednej strony rodzice zapewne uważają, a przynajmniej część z nich, że skoro dziecko nie chodzi do przedszkola,a więc nie korzysta z usług opiekuńczych, to nie ma powodu, by opłacać czesne.Należy jednak pamiętać, że z drugiej strony właściciele przedszkoli muszą opłacać rachunki, pensje pracowników czy inne opłaty, aby utrzymać gotowość do podjęcia się opieki na dziećmi,po tym jak stan zagrożenia ustanie. Inspiracją do podjęcia tego tematu i rozważenia jego prawnych aspektów był fakt, że dotarły do mnie opinie, że w obecnej sytuacji rodzice mają po pierwsze prawo żądać zwrotu czesnego, po drugie zaś nie muszą opłacać go w kolejnych miesiącach, do czasu ustania stanu zagrożenia. Moim zdaniem z prawnego punktu widzenia sprawa jest nieco bardziej skomplikowana, a analiza sytuacji prowadzi do wniosku, że przytoczone poglądy rodziców przedszkolaków są nieprawidłowe.

               Przyjrzyjmy się zagadnieniu nieco bardziej szczegółowo. W pierwszej kolejności należy ocenić z jakiego rodzaju umową – pod względem cywilistycznym – mamy tu do czynienia. Umowę o świadczenie usług opiekuńczych w placówce przedszkolnej należy zakwalifikować jako tzw. umowę wzajemną, gdyż świadczenie każdej ze stron jest odpowiednikiem świadczenia drugiej strony. Zapewne pogląd, że rodzice mogą żądać zwrotu czesnego i nie płacić go za miesiące kolejne,wynika z założenia,że świadczenie właścicieli przedszkola polega jedynie na sprawowaniu opieki nad dziećmi, zaś świadczeniem rodziców jest zapłata czesnego w odpowiedniej wysokości. Takie założenie pozwala na konkluzję, że skoro świadczenie opieki nad dziećmi przez przedszkole stało się niemożliwe do spełnienia na skutek okoliczności, za które żadna ze stron umowy, tj. ani przedszkole ani rodzice, nie ponosi odpowiedzialności (bo wynika ono z decyzji władz państwowych), to na podstawie art. 495 par. 1 Kodeksu cywilnego strona, która miała to świadczenie spełnić– czyli w tym przypadku przedszkole– nie może żądać świadczenia wzajemnego (tj. zapłaty czesnego), a jeśli je otrzymała, obowiązana jest do zwrotu według przepisów o bezpodstawnym wzbogaceniu.

Wydaje się jednak, że zagadnienie to jest bardziej złożone i nie tak oczywiste. W mojej ocenie świadczenie właścicieli przedszkola nie polega jedynie na sprawowaniu opieki nad dziećmi, ale również – co bardzo istotne – na pozostawaniu w gotowości do sprawowania tej opieki, a zatem ma charakter bardziej złożony. Jeżeli przyjmiemy, że świadczenie właścicieli przedszkoli ma ten złożony charakter, tzn. składa się z dwóch wymienionych elementów (sprawowanie opieki, pozostawanie w gotowości do sprawowania opieki), to wówczas zastosowanie powinien znaleźć art. 495 par. 2 Kodeksu cywilnego, zgodnie z którym:„Jeżeli świadczenie jednej ze stron stało się niemożliwe tylko częściowo, strona traci prawo do odpowiedniej części świadczenia wzajemnego”, a więc – w omawianym przypadku – do odpowiedniej wysokości czesnego.

Pojawia się pytanie co w takiej sytuacji mogą zrobić rodzice, którzy uważają, że ta część świadczenia w postaci pozostawania w gotowości do sprawowania opieki nie ma dla nich znaczenia z punktu widzenia zamierzonego celu umowy z przedszkolem, a mówiąc skrótowo, że to ich nieinteresuje, a skoro przedszkole nie sprawuje opieki nad ich latoroślą, to w ogóle nie będą płacić czesnego. W takiej sytuacji rodzice ci powinni skorzystać z uprawnienia wynikającego ze zdania drugiego art. 495 par. 2 Kodeksu cywilnego, zgodnie z którym mogą wówczas od umowy odstąpić (mówiąc potocznie, zrezygnować z niej), argumentując to tym, że samo pozostawanie przedszkola w gotowości do sprawowania opieki nie jest dla nich satysfakcjonujące ze względu na cel umowy oraz –  ogólnie – właściwości tego zobowiązania. Konkludując, rodzice, którzy uważają, że w obecnej sytuacji nie chcą ponosić kosztów czesnego, mają możliwość zakończenia współpracy z przedszkolem.

Byłbym jednak bardzo ostrożny przy korzystaniu z tego uprawnienia, gdyż należy pamiętać, że na skutek takiego oświadczenia dojdzie do zakończenia umowy z przedszkolem.Jeżeli po ponownym otwarciu placówek rodzice będą chcieli, aby ich dziecko powróciło do tego samego przedszkola, będą musieli zawrzeć z placówką nową umowę, a nie jest wszak oczywiste czy wtedy będzie jeszcze dla ich pociechy miejsce.W skrajnych przypadkach może okazać się, że przedszkole przestało istnieć, gdyż jego właściciel nie udźwignął ciężaru ekonomicznego prowadzenia placówki, która nie zarabia, a generuje koszty.

Pytanie co ma zrobić właściciel przedszkola w sytuacji gdy rodzice nie płacą tej części czesnego, która jest zapłatą za pozostawanie placówki w gotowości do sprawowania opieki. Oczywiście może windykować tego rodzaju należności, choć raczej będzie to ostateczność w tego rodzaju stosunkach. Właściciel przedszkola może również odstąpić od umowy z powodu nieopłacania czesnego przez rodziców, tak aby zwolnić zajmowane miejsce w przedszkolu, licząc na to, że pozyska nowego podopiecznego.

Podsumowując, należy stwierdzić, że obecna sytuacja, w jakiej znaleźli się zarówno rodzice, jak i właściciele wielu małych przedszkoli nie należy do łatwych i wymaga zrozumienia argumentów każdej ze stron. W dzisiejszym stanie rzeczy w przypadku, gdy umowy nie regulują w sposób szczególny tego rodzaju sytuacji, rekomenduję podjęcie przez właścicieli przedszkoli starań w celu ustalenia odpowiedniej wysokości czesnego, odpowiedniej tzn. takiej, która pozwoli im na pozostawanie przedszkola w gotowości do sprawowania opieki. Chodzi tu o ustalenie takiej kwoty, która będzie wystarczająca na pokrycie niezbędnych kosztów stałych, w tym pensji pracowników, czynszu, mediów czy innych opłat niezbędnych do funkcjonowania przedszkola. Rodzicom przedszkolaków rekomenduję podejście ze zrozumieniem, że w jakiejś części powinni ponosić opłaty za przedszkole, aby po zakończeniu obecnego okresu chaosu ich pociechy miały dokąd wrócić.Jeżeli bowiem właściciele przedszkoli będą zmuszeni do zamknięcia swoich placówek, to pojawi się poważny problem ze znalezieniem nowego miejsca w przedszkolu dla maluchów.

               Na zakończenie chcę podkreślić, że – abstrahując od powyższej interpretacji prawnej wynikającej z praktycznych problemów, jakie przynosi obecny czas „wstrzymania świata” – zawsze w pierwszej kolejności należy brać pod uwagę postanowienia umowne, a dopiero w sytuacji gdy nie dają one odpowiedzi na wszystkie nurtujące nas pytania,powinniśmy poszukiwać rozwiązań w przepisach ogólnych. W moim przekonaniu przedstawiona w niniejszym artykule prawna ocena bieżącej sytuacji związanej z opieką przedszkolną skłania się ku wyważeniu interesów obydwu stron:  zarówno rodziców, jak i właścicieli przedszkoli. Bez wzajemnego zrozumienia może dojść bowiem do jeszcze większego chaosu wówczas, gdy świat zacznie wracać do normalności.

                                                                                                                      r.pr. Szymon Zięba